
Zima tego roku była mroźna i śnieżna. Tak, śnieg sypał długo i przykrył ziemię solidną warstwą ciężkiej, majestatycznej bieli. Mróz skuł nasz ogród w nieruchomocichym obrazie. Ptaki także w nim milczały.
Zbliżamy się powoli do niewielkiej beskidzkiej wioski. Nigdy wcześniej tu nie byliśmy i właściwie nic żeśmy o niej nie słyszeli, ale już sama nazwa wybrzmiewała zachęcająco, więc poddałam myśl, żeby tu jak najprędzej przyjechać. Przeczucie nie myliło mnie.
Straszna Tajemnico, niech ocali nas wszystkich Twoja miłość. Teraz, ale i w godzinę śmierci. I w pierwszym oddechu po niej.
Żywe ciało nocy. Lśni czarno jego gruba, zwierzęca sierść. Za oknem grudniowa zamieć. Jej siłę ujawnia teraz jedynie migoczące światło przydrożnej latarni, które dobiega do nas od wschodniej strony. Światło drży. Światło zmaga się z naporem burzliwej nocy.
Niech świat śpi, kiedy ja, pod osłoną nocy, kradnę życie.
z wewnątrz. subiektywne, a jednak przecież wspólne. jak gdyby w sam raz na czas. synchroniczności.
Słuchałem Twojego sonorycznego listu wczoraj wczesnym wieczorem, siedząc w samochodzie na parkingu przy nieoświetlonej, bocznej drodze prowadzącej głęboko pod las, aż pod dom lekarki – lokalnej czarownicy. K. była na wizycie, a ja czekałem na nią. Słuchałem nawet dwukrotnie, tak bardzo mi się ten Twój list spodobał.
Lata odmierzają spiralne powroty ujęte w bliskiej nam skali pór roku. Ja natomiast leżę przy Tobie i nasłuchuję bicia serca – osi obrotu ciał. Nie ma nic bliższego naszej skórze niż ta miara.
Gwiazdozbiory to opowieść, która rodzi się na styku dwóch światów – świata gwiazd i świata ludzkiej duszy. Jest jak mapa nieba, która w rzeczywistości, w najgłębszej warstwie, okazuje się mapą ludzkiego serca. Opowieść ta jest zapisem wędrówki przez ciemność ku światłu, przez sen ku przebudzeniu, przez cząstkową śmierć ku nowemu życiu.
Nasza mała wioska tonie w odwilży. Cudowne, falujące zaspy śniegu, które jeszcze wczoraj otulały ogród i całą okolicę, z każdą chwilą powoli nikną w ziemi.